Twitter zwiększa limit znaków

Dnia 7 listopada stało się to, czego od dawien dawna spodziewała się społeczność, działająca na co dzień na Twitterze. Limit znaków został dwukrotnie zwiększony i teraz możemy ich w jednym tweecie użyć aż 280. Zmiana wywołuje sporo dyskusji.

O prawdopodobnym zwiększeniu limitu znaków zaczęto mówić głośno już we wrześniu. Wówczas jeden z najpopularniejszych serwisów społecznościowych uruchomił testy, w których wzięli udział wybrani użytkownicy.

Jak podkreślała na swoim blogu Aliza Rosen, product manager Twittera – 9% użytkowników anglojęzycznych użytkowników portalu nie potrafiło zmieścić się w dotychczasowym limicie – 140 znaków. Wpis ma wymowną nazwę „Tweeting Made Easier”. Jasny przekaz, który z niego płynie – Twitter chce, aby użytkownicy zyskali większą swobodę w wyrażaniu swoich emocji.

Limit znaków na Twitterze - badanie

(fot. blog.twitter.com)

Zmiany, podobnie jak testy nie obejmą użytkowników tweetujących po japońsku, chińsku i koreańsku.

Ta zmiana z pewnością wstrząśnie portalem. Wielu użytkowników ceniło sobie Twittera, jako alternatywę dla wyjątkowo długich postów na Facebooku. Obecnie, choć do tego będzie już daleko, tweety będą zdecydowanie dłuższe i nie wszystkim to się spodoba, ale na pewno widać tutaj pewną konsekwencję w polityce portalu. Jeszcze w tym roku, Twitter przestał wliczać zdjęcia oraz animacje do limitu, który do tej pory wynosił 140 znaków. Takie zmiany oraz pominięcie przy limicie znaków nicków użytkowników spotkały się z pozytywnymi reakcjami.

Zwiększony limit znaków – pozytywna zmiana czy pochwała bylejakości?

Do tej pory, na Twitterze mieliśmy do czynienia z bardzo ciekawą formą reklamy. Krótkie i treściwe hasła, które przyciągały Klientów wymagały sporej kreatywności. Jak będzie teraz? Wydaje się, że niestety na zmianie zyskają przede wszystkim specjaliści od tzw. lania wody. Zostaniemy zasypani sporą ilością informacji, ale pytanie – czy zawsze będą one wartościowe.

Niewątpliwym atutem zwiększonego limitu jest sektor dyskusji i opinii. Dziennikarze, publicyści, oraz politycy nie będą zmuszeni do dzielenia swoich wywodów na kilka tweetów, ani do pokazywania ich w formie screenu edytora tekstu. Wyglądało to koszmarnie.

Portal nie straci swojego charakteru?

Eksperci są przekonani, iż zmiana jest naturalnym krokiem w polityce Twittera. Ma ona zwiększyć zainteresowanie portalem. W specjalnym oświadczeniu, cytowanym przez portal interaktywnie.com, władze Twittera zapewniają, iż podczas testów wyszło, że zaledwie 2% testowanych użytkowników przekroczyło 190 znaków. Jeśli to prawda, to wówczas nie ma się czego bać, choć dla przykładu – wybitny pisarz Stephen King jest innego zdania.

W komentarzach użytkowników specjalistycznych portali przewija się opinia, iż Twitter powinien pomyśleć w pierwszej kolejności o wprowadzeniu edycji opublikowanych wpisów. Mogłoby to nas uchronić przed niechcianymi literówkami, których na portalu jest całkiem sporo.